***
To zadziwiające jak bardzo może zmieniać się to samo miejsce w zależności od pory dnia i kaprysów pogody. W tym sezonie pogoda była wyjątkowo piękna. Słońce odbijało się w oknach i szklanych ścianach nowoczesnych budynków. Świat wydawał się wspaniały, świetlisty, radosny. Szczerozłoty. Każdego dnia gromadziliśmy zapasy energii na nadchodzącą nieubłaganie porę melancholijno-deszczową. Każdy przepowiadał zbliżający się deszcz, który nie nadchodził. Wzbudzało to wręcz jakiś niepokój w nas, przyzwyczajonych do bytowania w deszczowym mieście. Jakąś tęsknotę za monotonnym dźwiękiem kropel obijających się o szyby. Coś było nie tak. Szum płynącej kanałami wody zupełnie ustał. Wyschły kamienie na dnie rzeczki, a kaczki wyprowadziły się na sadzawkę w pobliskim parku. Czasem wiatr przyganiał nad miasto kilka chmur, ale nie były to chmury deszczowe tylko dekoracyjne, rozpraszające światło zachodzącego słońca na fioletowo-różowo-złote warstwy. To miasto stało się miastem cudownych zachodów słońca.
The light over the city / Światło nad miastem
Autumn colors / Jesienne nasycone światłem kolory
The sun sets over the vineyards (November 2016) / Słońce zachodzi nad winnicami (Listopad 2016)
The break in the weather occurred almost at the same moment as the change of time. At first it cooled and turned gray. The remnants of yellow leaves have gilded on a background of grey. This gold color of the leaves, already thinned out, was the only light of the city. It looked like someone reduced the colors by moving rapidly from right to left, several sliders at once: brightness, vibrance, saturation … And he left only one color – yellow. It was contrasting splendidly with the gloomy depth of the landscape.
The first snow fell yesterday. The delicate petals melted in the air and none of them touched the ground, but the impression of the coming winter remained. Soon leftovers of golden leaves will fall and we will have to survive five depressing months of gray.
***
Załamanie pogody nastąpiło prawie w tym samym momencie co zmiana czasu. Najpierw ochłodziło się i poszarzało. Na tle szarości, złociły się resztki liści. I to złoto, przerzedzone już bardzo, było jedynym światłem miasta. Zupełnie jakby ktoś zredukował kolory przeciągając gwałtownie z prawa w lewo kilka suwaków na raz: jasność, jaskrawość, nasycenie … I zostawił tylko jeden kolor – żółty. Kontrastujący wspaniale z ponurą głębią krajobrazu.
Wczoraj spadł pierwszy śnieg. Delikatne płatki rozpływały się w powietrzu i żaden z nich nie dotknął ziemi, ale wrażenie nadchodzącej zimy pozostało. Niedługo spadną resztki złotych liści i pozostanie nam przetrwać pięć przygnębiających miesięcy szarości.
Gold, copper and all shades of gray / Złoto, miedź i wszystkie odcienie szarości
Remnants of green / Resztki zieleni